Po niedzielnym rosole na desce zostaje garść obierek z marchewki, pietruszki i selera. Nie wyrzucam ich, tylko wkładam do piekarnika nagrzanego do 70°C i suszę przy uchylonych drzwiczkach, aż zrobią się kruche. Zmielone z grubą solą i suszonym lubczykiem dają przyprawę, którą doprawiam kolejny rosół.
Jak suszyć obierki z warzyw korzeniowych?
Jeśli masz suszarkę do grzybów, możesz suszyć w niej. Ja często korzystam z piekarnika, bo po gotowaniu i tak stoi pod ręką. Obierki rozkładam na blasze jedną warstwą, tak żeby na siebie nie zachodziły. Wtedy schną równo.
Piekarnik ustawiam na 70°C z grzaniem góra-dół. Najważniejsze są lekko uchylone drzwiczki. Para z warzyw musi mieć którędy uciec, inaczej obierki zamiast schnąć, duszą się we własnej wilgoci. Wystarczy wąska szpara.
Do suszenia nadają się obierki z marchewki, pietruszki i selera. Przed obieraniem dokładnie szoruję warzywa szczotką, bo to właśnie skórka trafi potem do garnka.
Po czym poznać, że obierki są gotowe
Nie patrzę na zegarek, tylko sprawdzam palcami. Grube paski selera schną dłużej niż cienkie wiórki marchewki, więc czas za każdym razem wychodzi trochę inny.
Biorę jedną obierkę i próbuję ją zgiąć. Jeśli wygina się jak skórka, cała blacha wraca do piekarnika. Gotowa obierka pęka z suchym trzaskiem i kruszy się w palcach. Do słoika trafiają tylko całkowicie suche i kruche obierki, bo resztka wilgoci psuje cały zapas.
Wystudzone wsypuję do szklanego słoika o pojemności 300–400 ml. Nie mielę ich od razu. Zbieram susz z kilku gotowań, aż słoik się zapełni.
Ile soli i lubczyku dodać do zmielonych obierek?
Pełny słoik suszu przesypuję do blendera i dodaję ½ łyżeczki soli gruboziarnistej. Twarde kryształki pomagają rozbić suche kawałki. Miksuję, aż nie widać pojedynczych wiórków i zostaje drobny proszek.
Lubczyk dodaję dopiero do gotowego proszku: płaską łyżeczkę suszonego. Wsypuję go do słoika, zakręcam i potrząsam, żeby się wymieszał. To lubczyk daje ten typowy, rosołowy zapach, który od razu kojarzy się z niedzielnym obiadem.
Soli jest w tej mieszance niewiele, więc przyprawa nie przesala dania. Zupę dosalam osobno, a proszek z obierek traktuję jako wzmocnienie smaku. Słoik trzymam szczelnie zakręcony i sypię z niego do rosołu, zup, sosów i dań mięsnych.
Dwa dodatkowe pomysły: oliwa i chipsy
Kiedy nie mam ochoty suszyć, przesmażam świeże obierki z dwoma ząbkami czosnku na kilku łyżkach oliwy. Po chwili mam aromatyczny dodatek do sałatki albo do maczania bagietki, bułki czy chleba. Oliwę przecedzam przez sitko i robię jej tyle, ile zużyję od razu.
Drugi pomysł to chipsy. Tu sprawdzają się obierki z marchewki, pietruszki i młodych ziemniaków. Mieszam je z odrobiną oleju lub oliwy, solą, czosnkiem granulowanym, ziołami prowansalskimi i słodką papryką mieloną.
Rozkładam je równo na blasze i piekę w 180°C przez około 10–15 minut. W trakcie pieczenia mieszam, żeby zrumieniły się z każdej strony. Pod koniec ich pilnuję, bo cienkie obierki szybko przechodzą od złotych do przypalonych.