Jesienią na moim stole rośnie góra świeżo połupanych orzechów włoskich, a obrane łatwo jełczeją. Zanim trafią do słoika, rozkładam je na blasze i suszę około 2 godzin w piekarniku nagrzanym do 50–60°C, z drzwiczkami podpartymi drewnianą łyżką. Słoik zakręcam dopiero po całkowitym wystygnięciu i mam chrupiący zapas na kilka miesięcy.
Dlaczego obrane orzechy tak szybko się psują?
Twarda skorupka to naturalne opakowanie. Gdy ją zdejmuję, odsłaniam miąższ pełen tłuszczów, a te nie lubią powietrza, ciepła ani światła. Orzechy zostawione w misce na blacie po jakimś czasie miękną, tracą aromat i zaczynają gorzko smakować.
Obrane połówki chłoną też wilgoć i obce zapachy. Te w łupinach przetrwają dłużej, ale do ciasta, owsianki czy pesto i tak sięgam po obrane. Wolę więc raz poświęcić popołudnie i przygotować zapas, który wytrzyma.
Suszenie w piekarniku krok po kroku
- Blacha i papier. Wykładam dużą blachę papierem do pieczenia i rozsypuję orzechy jedną warstwą, tak żeby na siebie nie nachodziły.
- Niska temperatura. Nastawiam piekarnik na 50–60°C. To ma być łagodne suszenie, a nie prażenie, bo w wyższej temperaturze orzechy się przypiekają i zmienia się ich smak.
- Drewniana łyżka w drzwiczkach. Uchylam drzwiczki i wsuwam w szparę drewnianą łyżkę. Szczelina jest niewielka, ale wilgoć ma którędy uciec, a drzwiczki nie domykają się same.
- Około 2 godzin i mieszanie. Co jakiś czas delikatnie przegarniam orzechy, żeby schły równo z każdej strony.
Po wyjęciu połówki są suche i chrupiące, a w potrawach smakują tak samo dobrze jak przed suszeniem.
Dlaczego nie zakręcam słoika od razu?
To moment, w którym najłatwiej wszystko zepsuć. Orzechy prosto z piekarnika wydają się suche, ale jeśli wsypię je do słoika jeszcze lekko ciepłe, w środku skropli się para wodna. Wilgoć zamknięta pod pokrywką przyspieszy psucie, zamiast mu zapobiec.
Zostawiam je więc na blasze, aż całkowicie wystygną. Sprawdzam dłonią, czy są chłodne w dotyku, także te ze środka blachy.
Jak przebrać orzechy przed schowaniem
Zanim cokolwiek trafi do słoika, przeglądam całą porcję. Odkładam połówki z ciemnymi plamami, ze śladami pleśni albo takie, które dziwnie pachną. Wyłapuję też drobne kawałki skorupek, które zawsze zostają po łupaniu.
Nie żal mi tych kilku wątpliwych sztuk. Jedna wilgotna połówka potrafi pogorszyć stan całego słoika.
Małe słoiki i chłodna szafka
Słoik musi być czysty, zupełnie suchy i mieć dobrze dopasowaną pokrywkę. Omijam te, w których trzymałam wcześniej coś o intensywnym zapachu, bo orzechy szybko go przejmują.
Większy zapas dzielę na kilka mniejszych słoików. Otwieram tylko ten, z którego akurat korzystam, a reszta stoi zamknięta i nie łapie wilgoci przy każdym sięgnięciu po garść.
Słoiki trzymam w chłodnym, suchym i zacienionym miejscu, z dala od kuchenki, kaloryfera i promieni słońca. Tak schowane orzechy spokojnie czekają kilka miesięcy na swoją kolej w cieście czy sałatce.