Mięso z rosołu leży na dnie garnka i nikt nie chce go jeść? U mnie trafia do miski z twarogiem. Na 260 g obranego mięsa daję 230 g półtłustego sera, do tego cebulę podsmażoną z czosnkiem i koncentratem pomidorowym. Panieruję, smażę i z mdłych resztek robią się chrupiące kotlety.
Mięso z rosołu, którego nikt nie chce
Zna to chyba każdy, kto gotuje rosół w weekend. Zupa znika, a w garnku zostają kawałki mięsa, które oddały cały smak bulionowi. Są miękkie, ale mdłe, więc dzieci je omijają, a dorośli dojadają z obowiązku.
Wcześniej przerabiałam je na farsz do pierogów albo na potrawkę. Kotlety sprawdziły się u mnie lepiej, bo chrupiąca panierka i wyraźne przyprawy sprawiają, że po wygotowane mięso chętnie się sięga. Przepis wypatrzyłam u Piotra Ogińskiego, który prowadzi profil Kocham Gotować na Facebooku.
Ile mięsa, ile twarogu?
Proporcja jest prawie pół na pół: 260 g obranego mięsa na 230 g półtłustego twarogu. Ser wiąże masę i daje jej wilgotność, której wygotowanemu mięsu brakuje. Do tego dochodzą 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego, cebula, czosnek, jajka, bułka tarta, sól i pieprz.
Mięso trzeba najpierw dokładnie przebrać. Zdejmuję je z kości, wyrzucam skórę i chrząstki, a potem drobno siekam nożem. Twaróg przeciskam przez praskę dwa razy. Dzięki temu nie ma w nim grudek i łatwo łączy się z mięsem w jednolitą masę.
Koncentrat na patelni zmienia smak kotletów
To jest krok, który robi największą różnicę. Na maśle szklę pokrojoną w kostkę cebulę, dorzucam posiekany czosnek i smażę dalej, co jakiś czas mieszając, żeby czosnek się nie przypalił. Na koniec dodaję koncentrat pomidorowy i podsmażam wszystko jeszcze przez chwilę.
Koncentrat prosto z opakowania jest ostry i kwaśny. Po krótkim smażeniu łagodnieje, robi się słodszy i nabiera lekko karmelowej nuty. Robiłam tak wcześniej przy zupie pomidorowej, ale przy kotletach nie przyszło mi to do głowy. A właśnie ten słodkawy, pomidorowy posmak sprawia, że mięso z twarogiem przestaje smakować jak resztki z obiadu.
Dlaczego masa musi wystygnąć?
Zawartość patelni odstawiam do przestudzenia i dopiero zimną dodaję do mięsa i sera. Gorąca cebula z koncentratem mogłaby ściąć jajka, zanim kotlety trafią na olej. Potem wbijam jajka, wsypuję bułkę tartą, doprawiam solą i pieprzem i mieszam, aż składniki dobrze się połączą.
Do formowania używam gałkownicy do lodów. Każda porcja ma tę samą wielkość, więc kotlety wychodzą równe i okrągłe, a na patelni smażą się w tym samym tempie.
Panierka i smażenie
Panieruję klasycznie, w trzech miseczkach:
- najpierw mąka,
- potem rozbełtane jajko,
- na końcu bułka tarta.
Smażę na dobrze rozgrzanym oleju przez kilka minut z każdej strony, aż skórka zrobi się złota i rumiana. W środku masa zostaje miękka, a z wierzchu kotlet przyjemnie chrupie.
Najczęściej podaję je z gotowanymi ziemniakami i sałatką z buraczków. Równie dobrze pasują do klusek i kiszonej kapusty. U mnie nawet dzieci, które mięso z rosołu omijają szerokim łukiem, jedzą je bez marudzenia.